poznajmy się
ANIA PROCENKO
Cześć, nazywam się Ania Procenko i jestem certyfikowanym coachem w trakcie akredytacji International Coaching Federation, socjolożką, instruktorką medytacji, oddechu i redukcji stresu, właścicielką MASSAYA Holistic Wellness Studio w Warszawie.
Moją misją jest poprawa jakości życia ludzi w zabieganym świecie, wsparcie ich w odnalezieniu swoich głównych wartości i głębszego sensu. W coachingu trzymam się zasady „do celu przez zatrzymanie i frajdę z bycia”. Ambasadorka pożegnania „hustle culture” na rzecz zrównoważonego życia w stylu slow & zen. Pomagam odnaleźć i nadawać sens wszystkiemu, co się dzieje w życiach moich klientek.
Moją pracę opieram o coaching wg ICF, psychologię pozytywną, metodologię terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach, transformującą obecność, techniki uważności, self-compassion, pracę z ciałem i umysłem poprzez medytację, oddech z elementami ruchu.
Łączę nowoczesne metody oparte o najnowszą wiedzę naukową z bliską mi od dziecka filozofią Wschodu i naukami buddyjskimi, by odkryć najgłębszy potencjał każdego człowieka i pomóc mu w odnalezieniu siebie.
Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.Your content goes here. Edit or remove this text inline or in the module Content settings. You can also style every aspect of this content in the module Design settings and even apply custom CSS to this text in the module Advanced settings.
ANNA PROCENKO
Cześć, nazywam się Ania Procenko i jestem certyfikowanym coachem wg standardów International Coaching Federation, socjolożką, instruktorką medytacji, oddechu i redukcji stresu, właścicielką MASSAYA Holistic Wellness Studio w Warszawie.
Moją misją jest poprawa jakości życia ludzi w zabieganym świecie, wsparcie ich w odnalezieniu swoich głównych wartości i głębszego sensu. W coachingu trzymam się zasady "do celu przez zatrzymanie i frajdę z bycia". Ambasadorka pożegnania "hustle culture" na rzecz zrównoważonego życia w stylu slow & zen. Pomagam odnaleźć i nadawać sens wszystkiemu, co się dzieje w życiach moich klientek.
Moją pracę opieram o coaching wg ICF, psychologię pozytywną, metodologię terapii skoncentrowanej na rozwiązaniach, transformującą obecność, techniki uważności, self-compassion, pracę z ciałem i umysłem poprzez medytację, oddech z elementami ruchu.
Łączę nowoczesne metody oparte o najnowszą wiedzę naukową z bliską mi od dziecka filozofią Wschodu i naukami buddyjskimi, by odkryć najgłębszy potencjał każdego człowieka i pomóc mu w odnalezieniu siebie.
POZNAJMY SIĘ LEPIEJ
O coachingu ze mną
Z coachingiem dzisiaj są dwa skojarzenia: motywacyjne „możesz wszystko, jeśli tylko się postarasz” albo ezoteryczne „wymanifestuj swoje marzenia w 21 dni”. Żadne z tych podejść nie jest mi bliskie
Nie wierzę w ciągłe parcie naprzód, niczym chomik kołowrotku, bo prawdziwa zmiana zaczyna się od zatrzymania. Nie wierzę też w zmianę instant, tą promowaną w mediach społecznościowych – bo każda umiejętność wymaga zaangażowania.
Wierzę, że mniej znaczy więcej, a zamiast budować kolejne piętra w swoim życiu, warto najpierw sprawdzić, czy to, co budujesz, stoi na solidnych fundamentach – twoich, własnych. Wierzę w Ciebie – i potencjał, który tkwi w każdym z nas.
Pracuję w oparciu o sprawdzone, naukowe metody wsparcia psychologicznego, w rytmie, który jest zgodny z Twoją naturą. Łączę coaching wg International Coaching Federation z narzędziami Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach i treningiem uważności wg metody Shinzena Younga (Unified Mindfulness). W tle wspiera mnie moje zamiłowanie (poparte wieloletnim doświadczeniem) do filozofii i estetyki Wschodu, w tym buddyzmu i wschodnich tradycji pracy z umysłem.
Coaching ze mną nie jest po to, żeby dorzucić Ci kolejny zmyślony cel do realizacji – jest po to, żebyś wiedziała, który cel prowadzi Cię do życia pełnego sensu na własnych zasadach.
Praca ze mną to doświadczenie kompleksowe: myśli, emocje, nawyki, przekonania, kontakt z ciałem.
Nie będę Cię przekonywać, że musisz być bardziej produktywna, działać szybciej, myśleć pozytywnie. Nie chodzi o to, by zmieścić w swoim życiu jak najwięcej i uzależniać swoją wartość od działania.
Chodzi o klarowność. O przestrzeń, w której możesz wreszcie usłyszeć siebie. Bo kiedy widzisz wyraźnie, decyzje stają się prostsze, a życie – lżejsze. Nie dlatego, że znikają wyzwania, ale dlatego, że wiesz, na czym Ci naprawdę zależy. A to zmienia wszystko.
POZNAJMY SIĘ LEPIEJ
O COACHINGU ZE MNĄ
Z coachingiem dzisiaj są dwa skojarzenia: motywacyjne „możesz wszystko, jeśli tylko się postarasz” albo ezoteryczne „wymanifestuj swoje marzenia w 21 dni”. Żadne z tych podejść nie jest mi bliskie
Nie wierzę w ciągłe parcie naprzód, niczym chomik kołowrotku, bo prawdziwa zmiana zaczyna się od zatrzymania. Nie wierzę też w zmianę instant, tą promowaną w mediach społecznościowych – bo każda umiejętność wymaga zaangażowania.
Wierzę, że mniej znaczy więcej, a zamiast budować kolejne piętra w swoim życiu, warto najpierw sprawdzić, czy to, co budujesz, stoi na solidnych fundamentach – twoich, własnych. Wierzę w Ciebie – i potencjał, który tkwi w każdym z nas.
Pracuję w oparciu o sprawdzone, naukowe metody wsparcia psychologicznego, w rytmie, który jest zgodny z Twoją naturą. Łączę coaching wg International Coaching Federation z narzędziami Terapii Skoncentrowanej na Rozwiązaniach i treningiem uważności wg metody Shinzena Younga (Unified Mindfulness). W tle wspiera mnie moje zamiłowanie (poparte wieloletnim doświadczeniem) do filozofii i estetyki Wschodu, w tym buddyzmu i wschodnich tradycji pracy z umysłem.
Coaching ze mną nie jest po to, żeby dorzucić Ci kolejny zmyślony cel do realizacji – jest po to, żebyś wiedziała, który cel prowadzi Cię do życia pełnego sensu na własnych zasadach.
Praca ze mną to doświadczenie kompleksowe: myśli, emocje, nawyki, przekonania, kontakt z ciałem.
Nie będę Cię przekonywać, że musisz być bardziej produktywna, działać szybciej, myśleć pozytywnie. Nie chodzi o to, by zmieścić w swoim życiu jak najwięcej i uzależniać swoją wartość od działania.
Chodzi o klarowność. O przestrzeń, w której możesz wreszcie usłyszeć siebie. Bo kiedy widzisz wyraźnie, decyzje stają się prostsze, a życie – lżejsze. Nie dlatego, że znikają wyzwania, ale dlatego, że wiesz, na czym Ci naprawdę zależy. A to zmienia wszystko.
zawsze chodziło o sens
MOJA HISTORIA
Zawsze szukałam głębiej. Jako dziecko miałam włączoną na stałe funkcję „dlaczego?” – na jedno pytanie potrafiłam dorzucić trzy kolejne. Rodzice żartowali, że rozmowa ze mną to sport wytrzymałościowy. Kiedy inni pytali „co to jest?”, ja dopytywałam „po co to w ogóle istnieje?”. Tę dociekliwość traktuję dziś jak supermoc.
Od małego testowałam świat we wszystkich trybach. Rysunek, szkoła plastyczna, konkursy recytatorskie i turnieje taneczne, dodatkowe kółka – miałam tyle zajęć, że mój dziennik lekcyjny mógłby poprosić o urlop. Uwielbiałam intensywność i wiedzę; szybko łączyłam kropki, widziałam zależności, potrafiłam zanurkować w temat tak głęboko, że zapominałam o kolacji. Jednocześnie świat odbierał mnie czasem inaczej niż ja siebie: na zewnątrz twarda, stanowcza; w środku bardzo wrażliwa. Ten rozdźwięk wcześnie nauczył mnie, jak ważna jest spójność między tym, co czujemy, a tym, co komunikujemy.
Wychowałam się w rodzinie buddyjskiej, w której mówiło się o wartościach, o byciu dobrym człowiekiem i o tym, że liczy się to, jak traktujesz innych. Uważność była obecna od dziecka. Nie jako wielkie słowa, tylko proste nawyki: oddech, chwila ciszy, obecność przy stole. Poprzeczka świadomego życia była ustawiona wysoko. To ona wpoiła mi nawyk pytania „po co?” i szukania sensu w tym, co robię.
W wieku 17 lat przeprowadziłam się do Polski. Zaczynałam od zera – nowy kraj, nowy język, nowa ja. Uczyłam się polskiego z uporem godnym… no cóż, perfekcjonistki z misją (język przyjęłam szybciej niż jakąkolwiek paprotkę). Czytałam Szymborską i reportaże Kapuścińskiego, rozkładałam zdania na atomy, aż słowa stały się moim narzędziem. Poszłam na dziennikarstwo, bo chciałam pracować z sensem: wierzyłam, że słowa mogą coś naprawiać.
W redakcjach szybko zobaczyłam jednak rozjazd między ideałem a praktyką. Pisałam branżowe teksty marketingowe, zaliczyłam epizod w telewizji śniadaniowej, ale nie ciągnęło mnie do plotek, do głośnych tematów dla samego szumu ani do politycznej gry. Zrozumiałam, że nie chcę żyć w trybie byle głośniej, jeśli brakuje sensu. To była pierwsza ważna decyzja pod prąd: zrezygnowałam z drogi, która z zewnątrz wyglądała obiecująco, ale wewnętrznie nie była moja.
Później przyszła reklama: projekty dla dużych marek, tempo, ludzie, od których można się uczyć. Jestem za to doświadczenie wdzięczna – dało mi warsztat, odporność i precyzję działania. Ale przyszedł też dzień, w którym siedząc nad kosztorysem wartym miliony, pomyślałam: „serio? tu miliony, a w schronisku brakuje karmy?”. Nie zbuntowałam się przeciw pracy, tylko przeciw życiu bez sensu. Niedługo potem ciało samo wystawiło czerwone kartki – układ nerwowy ma swoje limity i przypomina o nich dobitnie. Przeszłam poważny epizod lękowy i moment w życiu, gdzie towarzyszyły mi ataki paniki. Wróciłam do równowagi dzięki uważności, terapii i bardzo przyziemnym rutynom.
Zrozumiałam jeszcze jedną rzecz: w równaniu sensu jest miejsce na przyjemność – nie na hedonistyczną ucieczkę, tylko na zwykłe, angażujące czynności, które dają poczucie przepływu (flow) i sprawiają, że chce się żyć dzień po dniu.
Równolegle w prywatnym życiu nie brakowało zakrętów: trudne epizody rodzinne, zerwane zaręczyny, relacje, które wymagały odwagi, by je zakończyć. Za każdym razem – świadomie albo intuicyjnie – wybierałam spójność i sens ponad tak wypada. To nie były łatwe decyzje, ale były moje.
W 2016 roku razem z mamą otworzyłyśmy studio masażu. To miała być mała przystań, a wyrosło w holistyczne studio dla kobiet. Na początku prowadziłam je jak pasjonatka – ambitnie i… bez dni wolnych. Dziś rozwijam to miejsce z innym nastawieniem: to prosperujący biznes, którym kieruję na co dzień. Zatrudniam świetny zespół i zwyczajnie czuję dumę, gdy wchodzę do przestrzeni, którą stworzyłam. Biznes nauczył mnie granic, delegowania i tego, że misja nie wymaga męczeństwa. A najważniejsza lekcja przyszła z samej pracy z ciałem: mięśnie często noszą historie, których głowa jeszcze nie chce przyznać. Napięcie nie pojawia się znikąd, to ślad po presji, lękach, cudzych oczekiwaniach i naszych własnych muszę.
Szukałam więc narzędzi, które porządkują głowę tak konkretnie, jak terapia manualna porządkuje ciało. Uważność praktykowałam od lat, ale dopiero ustrukturyzowane podejście Unified Mindfulness (metoda Shinzena Younga) pokazało mi, jak zamienić piękne hasła w codzienną praktykę. Zamiast rzucać „bądź tu i teraz”, daję ludziom realne wsparcie i pokazuję, jak do tego tu i teraz wracać (albo go odkryć po raz pierwszy). Przez lata prowadziłam warsztaty i sesje indywidualne w studiu – zobaczyłam, że podejście szyte na miarę zasobów danej osoby działa najlepiej.
Dlatego kolejnym krokiem był profesjonalny coaching – i to był prawdziwy match. Zaiskrzyło! Jako klientka poczułam, że coaching łączy to, co dla mnie najważniejsze: uważne słuchanie, przestrzeń na czyjąś własną drogę, eksploracje, ciekawość, refleksję i wiarę w potencjał każdego człowieka. Przez lata miałam mocny odruch do narracji wiem lepiej (potwierdzą to moi bliscy, przyjaciele i byli partnerzy). Dziś opieram się na komunikacji bez przemocy, transformującej obecności, ciekawości i pytaniach, które uruchamiają zasoby.
Zależy mi na standardach, dlatego zaczynając swoją profesjonalną przygodę z coachingiem jako zawodem, wybrałam najlepsze uczelnie, studia podyplomowe, szkolenia i certyfikacje zgodne ze standardami największych federacji coachingu na świecie. Obecnie jestem w trakcie uzyskania akredytacji ICF na poziomie PCC.
Patrząc z lotu ptaka na swoje życia, zrozumiałam, że wspólny mianownik moich zakrętów – od przeprowadzek, przez decyzje zawodowe, po prywatne perypetie – był ten sam: nadać sens i wybierać to, co spójne z wartościami, nawet jeśli bywa pod prąd. Dziś czuję misję, by pomagać innym kobietom odnajdywać i nadawać sens temu, co się dzieje, bo wtedy życie staje się pełniejsze i głębsze. Po prostu ważne. I to ma sens! 🙂
Na bazie tych doświadczeń wypracowałam sześć filarów sensownego życia, które przekułam w kompetencje pracy z klientkami.
Na nich opieram moją codzienną pracę coachingową.
Jeśli czujesz, że Twoje życie domaga się głębszego sensu, twoje relacje, praca, twoja codzienność potrzebuje autentycznego, twojego kierunku – jestem tu, by Cię w tym wesprzeć.
MOJA HISTORIA
Zawsze szukałam głębiej. Jako dziecko miałam włączoną na stałe funkcję „dlaczego?” – na jedno pytanie potrafiłam dorzucić trzy kolejne. Rodzice żartowali, że rozmowa ze mną to sport wytrzymałościowy. Kiedy inni pytali „co to jest?”, ja dopytywałam „po co to w ogóle istnieje?”. Tę dociekliwość traktuję dziś jak supermoc.
Od małego testowałam świat we wszystkich trybach. Rysunek, szkoła plastyczna, konkursy recytatorskie i turnieje taneczne, dodatkowe kółka – miałam tyle zajęć, że mój dziennik lekcyjny mógłby poprosić o urlop.
Uwielbiałam intensywność i wiedzę, szybko łączyłam kropki, widziałam zależności, potrafiłam zanurkować w temat tak głęboko, że zapominałam o kolacji.
Jednocześnie świat odbierał mnie czasem inaczej niż ja siebie: na zewnątrz twarda, stanowcza; w środku bardzo wrażliwa. Ten rozdźwięk wcześnie nauczył mnie, jak ważna jest spójność między tym, co czujemy, a tym, co komunikujemy.
Wychowałam się w rodzinie buddyjskiej, w której mówiło się o wartościach, o byciu dobrym człowiekiem i o tym, że liczy się to, jak traktujesz innych. Uważność była obecna od dziecka. Nie jako wielkie słowa, tylko proste nawyki: oddech, chwila ciszy, obecność przy stole. Poprzeczka świadomego życia była ustawiona wysoko. To ona wpoiła mi nawyk pytania „po co?” i szukania sensu w tym, co robię.
W wieku 17 lat przeprowadziłam się do Polski. Zaczynałam od zera – nowy kraj, nowy język, nowa ja. Uczyłam się polskiego z uporem godnym… no cóż, perfekcjonistki z misją. Czytałam Szymborską i reportaże Kapuścińskiego, rozkładałam zdania na atomy, aż słowa stały się moim narzędziem. Poszłam na dziennikarstwo, bo chciałam pracować z sensem: wierzyłam, że słowa mogą coś naprawiać.
W redakcjach szybko zobaczyłam jednak rozjazd między ideałem a rzeczywistością. Pisałam branżowe teksty marketingowe, zaliczyłam epizod w telewizji śniadaniowej, ale nie ciągnęło mnie do plotek, do głośnych tematów dla samego szumu ani do politycznej gry. Zrozumiałam, że nie chcę żyć w trybie byle głośniej, jeśli brakuje sensu. To była pierwsza ważna decyzja pod prąd: zrezygnowałam z drogi, która z zewnątrz wyglądała obiecująco, ale wewnętrznie nie była moja.
Później przyszła reklama: projekty dla dużych marek, tempo, ludzie, od których można się uczyć. Jestem za to doświadczenie wdzięczna – dało mi warsztat, odporność i precyzję działania. Ale przyszedł też dzień, w którym siedząc nad kosztorysem wartym miliony, pomyślałam: „Serio? tu miliony, a w schronisku brakuje karmy?”. Nie zbuntowałam się przeciw pracy, tylko przeciw życiu bez sensu.
Niedługo potem ciało samo wystawiło czerwone kartki – układ nerwowy ma swoje limity i przypomina o nich dobitnie. Przeszłam poważny epizod lękowy i moment w życiu, gdzie towarzyszyły mi ataki paniki. Wróciłam do równowagi dzięki uważności, terapii i bardzo przyziemnym rutynom.
Zrozumiałam jeszcze jedną rzecz: w równaniu sensu jest miejsce na przyjemność – nie na hedonistyczną ucieczkę, tylko na zwykłe, angażujące czynności, które dają poczucie przepływu (flow) i sprawiają, że chce się żyć dzień po dniu.
Równolegle w prywatnym życiu nie brakowało zakrętów: trudne epizody rodzinne, zerwane zaręczyny, relacje, które wymagały odwagi, by je zakończyć. Za każdym razem – świadomie albo intuicyjnie – wybierałam spójność i sens ponad tak wypada. To nie były łatwe decyzje, ale były moje.
W 2016 roku razem z mamą otworzyłyśmy studio masażu. To miała być mała przystań, a wyrosło w holistyczne studio dla kobiet. Na początku prowadziłam je jak pasjonatka – ambitnie i… bez dni wolnych. Dziś rozwijam to miejsce z innym nastawieniem: to prosperujący biznes, którym kieruję na co dzień. Zatrudniam świetny zespół i zwyczajnie czuję dumę, gdy wchodzę do przestrzeni, którą stworzyłam.
Biznes nauczył mnie granic, delegowania i tego, że misja nie wymaga męczeństwa. A najważniejsza lekcja przyszła z samej pracy z ciałem: mięśnie często noszą historie, których głowa jeszcze nie chce przyznać. Napięcie nie pojawia się znikąd, to ślad po presji, lękach, cudzych oczekiwaniach i naszych własnych muszę.
Szukałam więc narzędzi, które porządkują głowę tak konkretnie, jak terapia manualna porządkuje ciało. Uważność praktykowałam od lat, ale dopiero ustrukturyzowane podejście Unified Mindfulness (metoda Shinzena Younga) pokazało mi, jak zamienić piękne hasła w codzienną praktykę. Zamiast rzucać „bądź tu i teraz”, daję ludziom realne wsparcie i pokazuję, jak do tego tu i teraz wracać (albo go odkryć po raz pierwszy). Przez lata prowadziłam warsztaty i sesje indywidualne w studiu – zobaczyłam, że podejście szyte na miarę zasobów danej osoby działa najlepiej.
Dlatego kolejnym krokiem był profesjonalny coaching – i to był prawdziwy match! Zaiskrzyło! Jako klientka poczułam, że coaching łączy to, co dla mnie najważniejsze: uważne słuchanie, przestrzeń na czyjąś własną drogę, eksploracje, ciekawość, refleksję i wiarę w potencjał każdego człowieka.
Przez lata miałam mocny odruch do narracji wiem lepiej (potwierdzą to moi bliscy, przyjaciele i byli partnerzy). Dziś opieram się na komunikacji bez przemocy, transformującej obecności, ciekawości i pytaniach, które uruchamiają zasoby.
Zależy mi na standardach, dlatego zaczynając swoją profesjonalną przygodę z coachingiem jako zawodem, wybrałam najlepsze uczelnie, studia podyplomowe, szkolenia i certyfikacje zgodne ze standardami największych federacji coachingu na świecie. Obecnie jestem w trakcie uzyskania akredytacji ICF na poziomie PCC.
Patrząc z lotu ptaka na swoje życia, zrozumiałam, że wspólny mianownik moich zakrętów – od przeprowadzek, przez decyzje zawodowe, po prywatne perypetie – był ten sam: nadać sens i wybierać to, co spójne z wartościami, nawet jeśli bywa pod prąd.
Dziś czuję misję, by pomagać innym kobietom odnajdywać i nadawać sens temu, co się dzieje, bo wtedy życie staje się pełniejsze i głębsze. Po prostu ważne. I to ma sens! 🙂
Na bazie tych doświadczeń wypracowałam sześć filarów sensownego życia, które przekułam w kompetencje pracy z klientkami.
Na nich opieram moją codzienną pracę coachingową.
Jeśli czujesz, że Twoje życie domaga się głębszego sensu, twoje relacje, praca, twoja codzienność potrzebuje autentycznego, twojego kierunku – jestem tu, by Cię w tym wesprzeć.